Mama na pełen etat – o pasji, która nigdy nie przemija


Weronika Strzelecka
Weronika Strzelecka z rodziną

Bycie mamą to jedna z najciekawszych, ale jednocześnie najtrudniejszych kobiecych ról. Wchodząc w nią, musimy stać się jednocześnie: logistykiem, opiekunką, psychologiem, kucharką, nauczycielką i dekoratorką wnętrz. 

Zadania, które zostają postawione przed kobietami bywają sporym wyzwaniem.  O tym, w jaki sposób można je ze sobą pogodzić i jednocześnie nie zapomnieć o sobie samej, rozmawiamy z Weroniką Strzelecką znaną w mediach społecznościowych jako Little Pink Dress.

 


Co sprawiło, że postanowiłaś podzielić się swoim życiem  poprzez media społecznościowe? Na jakie kwestie chciałaś zwrócić szczególną uwagę?

Przede wszystkim szukałam inspiracji i motywacji dla siebie samej. Czy wiesz, jak nudne i szare potrafi czasem być życie kobiety siedzącej wciąż z dziećmi w domu ? 🙂 Pasja do pielęgnacji i makijażu obudziła się we mnie podczas targów kosmetycznych. Wcześniej brałam już udział w różnego rodzaju konkursach, testowałam też różnego rodzaju produkty. Miłość do kuchni wszczepiła mi lata temu moja mama. Uznałam, że warto połączyć moje zainteresowania w jedną całość i zobaczyć jak to wyjdzie. No i okazało się, że wyszło całkiem nieźle 🙂

Często pokazujesz, że jednym z najpiękniejszych doświadczeń, które Cię spotkały jest rola mamy. Z jakich powodów zdecydowałaś się pokazać innym, ten bardzo prywatny, kawałek swojego świata?

Bycie mamą to tak naprawdę główna część mojego życia. Wszystkie doświadczenia, sytuacje, szczęście, braki cierpliwości i mnóstwo miłości moich maluchów składa się na mnie samą. Na Instagramie staram się pokazać całą mnie, a Kuba i Amelia są dla mnie najważniejsi. Tak naprawdę prowadząc konto publiczne, coś co nazywamy prywatnością, znika. Cienka linia nazywana granicą się zaciera, a my pokazujemy wszystko, co nas dotyczy. Tak przynajmniej uważam ja, i tego się trzymam 🙂

Przeglądając Twoje konto na Instagramie można zauważyć dużo kolorów, uśmiechu, pozytywnych emocji. Wiem jednak, że  nie wszystko co przeżywasz jest proste, lekkie i przyjemne.  Musisz m.in. radzić sobie z chorobą dziecka. Jak ten proces wygląda w Twoim przypadku?

 Amelka urodziła się z bardzo poważną, złożoną wadą serca – tetralogią fallota. W tej chwili jest po wielu przejściach.  Na co dzień zmagamy się z pobytami w szpitalu i to nie tylko na oddziałach kardiologicznych. U takiego malucha każde zapalenie  czy większe przeziębienie, kończy się oddziałem pediatrycznym „w razie czego, żeby była pod kontrolą”.

 W domu nasza codzienność to pulsoksymetr, mierzenie saturacji, podawanie leków. Nie uważam jednak, że jest to powód, przez który Amelka nie mogłaby mieć normalnego życia.  To przecież dziecko, które kocha, śmieje się, bawi, widzi, czuje tak jak inne maluchy.  Robimy wszystko, by była szczęśliwa.

Jak radzisz sobie w cięższych momentach? W takich kiedy zaczyna odczuwać się bezsilność, zniecierpliwienie lub złość? Masz jakieś swoje sprawdzone sposoby? Skąd bierzesz siłę do działania?

Przyznam się, że miewam momenty, gdy zamykam się w kuchni z tabliczką czekolady czy opakowaniem mini kinder bueno, i obżeram się kilka minut,udając, że mnie nie ma (śmiech). Każdemu czasem brak cierpliwości, zły dzień, dzieci dokazują, paznokieć się złamał a „zupa okazała się za słona”. 🙂 w takich chwilach jednak warto na chwilę się odciąć, pooddychać, podnieść sobie cukier i dodać hormonów szczęścia. Musimy pamiętać, że tylko spokój nas uratuje 🙂

W jaki sposób, pomimo obowiązków związanych z wychowywaniem dwójki maluchów, udaje ci się znaleźć czas dla siebie samej? Wiem, że w ostatnim czasie zainteresowałaś się m.in. nauką fotografii…

Mam ogromne wsparcie w moim niemężu – tacie maluchów. Gdyby nie on, istnieje prawdopodobieństwo, że już dawno bym zwariowała. To on wspiera wszystkie moje pasje, to dzięki niemu mam czas na testy kosmetyków, na zajmowanie się fotografią (tą instagramową, i tą domową), to dzięki niemu także dwa razy w tygodniu biegam na zajęcia taneczne dla mamusiek, gdzie wraz z zespołem Czarne Pantery wywijamy z pomponami tak, że nikt nie dowierza, że średnia wieku u nas to jakieś  40 lat 🙂 Od zawsze uważałam, że dzieci mają dwójkę rodziców, nie tylko mamę, a Grzesiek jest idealnym przykładem tego, że tatusiowe też mogą spędzać z dziećmi wiele czasu, ugotować obiad, czy położyć ich spać wieczorem, żeby mama odetchnęła, czy mogła się spełniać w innych dziedzinach życia niż macierzyństwo.

Jak zachować równowagę pomiędzy „byciem mamą” a byciem córką, przyjaciółką, partnerką? W jaki sposób organizujesz swój dzień i na jakim miejscu ( i z jakiego powodu) na tej liście znajduje się czas dla siebie samej?

Jestem mistrzynią dezogranizacji 😉 W moim życiu panuje wiecznie totalny chaos,  jestem osobą spontaniczną, a planowanie nie jest moją mocną stroną. Zawsze na pierwszym miejscu są maluchy, bo jednak to one potrzebują teraz najwięcej uwagi, miłości i zainteresowania. Z mamą i siostrą mamy bliskie kontakty od zawsze, jesteśmy bardzo rodzinne, więc nie wyobrażamy sobie tygodnia przynajmniej bez niedzieli spędzonej razem przy obiedzie.

 Jeśli chodzi o bycie przyjaciółką, tu znowu jako moje wybawienie wkracza mój mężczyzna, który nie widzi problemu w wyjściu na kawę do znajomej. Poza tym na szczęście, mimo młodego wieku, moje przyjaciółki bardzo dobrze znoszą fakt że mam dwójkę dzieci i chętnie przychodzą także do nas.

Partnerką być wbrew temu wszystkiemu, co napisałam, niełatwo. Oboje mamy mocny temperament, silny charakter i jesteśmy strasznie uparci. Do tego przy wszystkich zajęciach ciężko znaleźć czas tylko dla siebie, ale staramy się jak możemy nie zapominać o tym, dlaczego ze sobą jesteśmy i jak bardzo się kochamy, oraz że sam na sam w związku jest naprawdę istotną kwestią.

Wiem,  że zależy Ci na tym, by pokazać innym, że prawdziwe szczęście ukrywa się w drobnych przyjemnościach, gestach, codziennych czynnościach. Co można zrobić, by zacząć dostrzegać te magiczne momenty?

Myślę, że nie da się tak po prostu zacząć ich dostrzegać. Tego trzeba się po prostu nauczyć. A są one ukryte wszędzie! W porannej kawie z croissantem, w ulubionym peelingu i maseczce użytej na wieczór, w uśmiechu człowieka przechodzącego obok na ulicy. Wystarczy chcieć na to zwracać uwagę. Bo jeśli nie potrafimy się cieszyć z małych rzeczy, nigdy tak naprawdę szczęścia nam nie dadzą też te ogromne.

Co mogłabyś poradzić mamom, które są w podobnej sytuacji do Twojej?

Droga Mamo, nie załamuj się. To nie jest tak, że kawa wiecznie będzie zimna, prysznic minutowy, a bluzka wiecznie w zupie czy wielkim gilu. Oczy nie zawsze będą zapuchnięte (a z resztą, pal sześć! Zakryj je na szybko korektorem, gdy małemu przymknie się oko! 🙂 ) a mała kiedyś przestanie wymuszać wszystko płaczem. Pamiętaj też, że to, ile pokładów cierpliwości w sobie odkryjesz, jest czymś niesamowitym, Twoje rozstępy pokazują, co przeszłaś dla swoich pociech, a w robieniu rzeczy dla samej siebie nie ma nic złego! I nie, to nie egoizm, tylko instynkt samozachowawczy, a z nim się nie walczy! 🙂

Chcesz lepiej poznać Weronikę? Zajrzyj na jej konto na Instagramie – kliknij tu -> Weronika Strzelecka

Masz ochotę przeczytać kolejne wywiady? Zajrzyj tu -> wywiad na temat scrapbookingu lub tu -> wywiad na temat tworzenia mebli „prosto z lasu”

Poprzedni Byle do wiosny. Siedem jesiennych przyjemności, których nie warto sobie odmawiać.
Kolejny Drugie życie doniczki - nietypowe stojaki na zdjęcia

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *